Kategoria: wierszyki

wierszyki

  • Komary

    Komary dwa

    Leciały raz dwa komary
    przez las gęsty i stary.

    Wtem napotkały dwie muchy,
    które miały pękate brzuchy.

    Muchy wracały od jednego pająka,
    co mieszka tam, gdzie zaczyna się łąka.

    Pająk robił akurat garden party,
    lecz podarł sobie sieć, był zły i nienażarty.

    Następnie komary minęły cztery meszki.
    Te były wstawione… i robiły sobie z komarów heheszki.

    Potem minęły dwie czarne mrówki,
    które niosły na głowach sudoku i łamigłówki.

    Później przeleciało obok nich stado os.
    Siedem os minęło dwa komary o włos.

    Na koniec napotkały starego trzmiela.
    Trzmiel myślał, że już poniedziałek, 
    choć była jeszcze niedziela.

  • Krowa

    Krowa - Grządki Merry

    „Rzecz dla mnie to całkiem nowa”,
    rzecze krowa,
    czytając szyld „Biologiczna odnowa”.

    „Rzecz dla mnie to niesłychana”,
    rzecze z rana,
    żując skórkę od banana.

    „Rzecz to doprawdy przedziwna”,
    rzecze naiwna,
    pytając o drogę do Dziwna.

    „Rzecz to niewiarygodna”,
    rzecze pogodna,
    sprawdzając, czy żerdź wygodna.

    „Rzecz to niepospolita”,
    rzecze przybita,
    widząc, że barwa mleka niejednolita.

    „Rzecz to jest całkiem ciekawa”,
    rzecze i czeka na brawa,
    kiedy mówi, że przejadła jej się trawa.

    Rzecz jasna to mądra jest krowa,
    całkiem wygadana i prawie światowa.


    Że niby tylko żuje trawę i muczy?
    A kto powiedział, że krowy nie lubią się uczyć?

  • Ryby

    Ryby

    O rybach zasłyszana
    rozmowa z panem pana:

    „Mówią ludzie na mieście,
    że najlepsze szproty w cieście!”

    „A skąd! Jaki pan niemądry!
    W cieście najlepsze są flądry!”

    „Panie kochany, do kogo ta mowa?
    Niech pana o flądry nie boli głowa!
    Najlepsze w cieście są śledzie!
    Czy przed obiadem, czy po obiedzie”.

    „A może turbot? Mięso z turbota,
    wie pan, jest doskonałe dla kota”.

    „Albo też może w cieście mintaja?
    Na tuszkę mintaja… zawsze się znajdzie chętnych zgraja”.

    „A może morszczuk albo sum?”

    „A może sandacz?!”

    „Panie kochany!
    Weź pan już nie płacz
    nad tymi szprotami”.

  • Żuk

    Żuk - Grządki Merry

    Do biedronki przyszedł żuk i powiada:
    „Poproszę marchewek
    – pięć średnich sztuk.

    Trzy średnie pietruszki do tego,
    jednego selera dorodnego,
    pora z pięknym zielonym pióropuszem,
    cebulkę ładną do tego wziąć muszę.
    Następnie proszę skrzydło z indyka…
    o tym czasem nie pamiętam,
    czasem mi to umyka.
    Do tego szponder bądź pręga wołowa,
    nie będzie potrzebna kostka rosołowa.

    To wszystko, dziękuję, moja kochana.
    Rosół wstawiam jutro z rana.
    Potem będzie trzy godziny pyrkał,
    aż zrobi się bardzo aromatyczny wywar.
    Bo dobry rosół taki sekret skrywa,
    że najpierw gotuje się długo mięso,
    następnie dodaje warzywa.
    Dla tych zaś, co nie mają wprawy,
    wskazówka – na początek
    dodaj do mięsa przyprawy:
    sól, ziele angielskie, liść laurowy,
    do tego w ziarenkach pieprz kolorowy.

    Na koniec podajesz z makaronem jajecznym,
    natką pietruszki bądź koprem
    i oto bajeczny…
    masz na obiad rosół,
    oprzeć się nie sposób”.

    Mlasnął żuk i na biedronkę spojrzał,
    lecz zachwytu nad rosołem
    w jej oczach nie dojrzał.

  • Foka

    Foka - Grządki Merry

    Dla wielu osób miasto Hel
    to wakacyjnych podróży cel.
    Poza fortyfikacjami
    i pięknymi wydmami
    zobacz koniecznie fokarium z fokami!

    Raz w tym fokarium mieszkała foka,
    której przypadkiem wpadła do oka
    malutka meszka…

    Najpierw w oku foki zabłyszczała łezka.
    Potem trzeć zaczęła foka oko,
    na początku leciutko,
    później z coraz większą mocą.
    Lecz bez skutku żadnego!
    I nic dziwnego!

    Pamiętaj, kolego,
    nigdy nie trzyj oka!
    Zupełnie to niemądre
    – tak jak nasza foka.

    Lecz na szczęście dla niej
    mieszkała w miejscu wyjątkowym
    – w uniwersyteckim
    ośrodku naukowym.

    Więc gdy tylko opiekunka
    zobaczyła, w jakim stanie jest foka,
    zaraz z apteczki przyniosła
    odpowiednie krople do oka.

    Krople zaaplikowała dwie,
    po nich foka lepiej czuje się.

    Uff… całe szczęście, bo fok w Bałtyku
    wcale nie jest dużo, drogi czytelniku.

  • Ślimak

    Ślimak - Grządki Merry

    Pełzł powoli ślimak poprzez morze liści
    i rozmyślał, jak marzenie swoje ziścić.


    Pragnął bowiem wyjechać do stolicy Francji,
    Paryża – centrum szyku, mody i elegancji.

    Myślał sobie:
    „Już ja to zrobię…Cóż…
    Nie powinno to być drogo…
    Wszak dom noszę zawsze z sobą.
    W nim jedzenie i ubrania,
    i odpada kwestia spania.
    Pozostaje zatem transport, no i…

    mam nieważny paszport.


    Hm… słów kilka szepnę dżdżownicy,
    ona często wraca z zagranicy”.

    Jak powiedział, tak i zrobił,
    i już siedzi u dżdżownicy.
    Ta uśmiecha się i mówi:
    „Mój ślimaku, wszak my… przemytnicy!
    Klan nasz cały doskonały
    świat przemierza wzdłuż i wszerz,
    nic się nie martw, 

    bo we Francji będziesz wnet.
    Zabierzemy Cię ze sobą
    i francuską ziemię już za tydzień
    deptał będziesz własną nogą”.

    Nie minęło siedem dni,
    ślimak tylko: „non!” i „oui!”.
    Taki z niego escargot,
    vivant à Paris!
    nie byle kto!

    Nie minęły dwa tygodnie,
    a już ślimak jak najmodniej
    jest ubrany i swobodnie
    po francusku konwersuje,
    na śniadanie croissant żuje.

    Pełny miesiąc szczęście trwało…
    gdy w deszczowy jeden dzień
    ślimakowi się zachciało 

    do petit bistro
    nagle zaczepia go obcy ktoś
    i powiada:

    „Mój ślimaku, pokaż rogi,
    dam ci sera na pierogi”.


    Ślimakowi z oka łza pociekła,
    wstał i z bistro już ucieka.

    Jak zaczął pełznąć tak,
    nie zatrzymał się, póki znak
    „Polska” nie pojawił się przy granicy.

    Myśli sobie:
    „Ech… choć trochę dzicy są moi krajanie,
    we Francji nie zostanę.
    Ach… choć w mym kraju trochę przaśnie,
    tu me serce bije właśnie”.

  • Meduza

    Meduza - wierszyk dla dzieci

    W błękitnym Oceanie Spokojnym,
    w wodach australijskich wybrzeży
    mieszka meduza, co trzy metry mierzy.
    Jak byta mata, to byta nieduża,
    ale urosta i teraz – sprawa prosta
    jest ogromna, po prostu bardzo duża.


    Meduza to stwór niezwykle ciekawy
    i choć nie pija herbaty ani kawy,
    to pije dużo wody, a raczej filtruje albo chłonie.
    Meduza jest pływającym jamochłonem.
    Jamochtonem osiadtym jest polip,
    lecz różnica między nimi,
    poza wyglądem, jest niewielka.
    I polip, i meduza mają parzydełka.


    W Bałtyku też żyje meduza,
    nazywa się chetbia i jest nieduża.
    Lacińska jej nazwa to Aurelia aurita.
    Ma kilka, kilkanaście centymetrów i kwita.
    Można ją spotkać latem na plaży,
    lecz bez radości się na niej smaży.

  • Kogut

    Kogut Henryk 
    z tego słynie,
    że pięknie grać umie
    na mandolinie.

    Na łebku ma grzebień
    śliczny i sterczący,
    przez to dla kokoszek
    jest wielce pociągający.

    Henryk daje koncert,
    kiedy w remizie zabawa.
    Zawsze bisuje dwa razy
    i na stojąco zbiera brawa.

    To jest dopiero orzeł
    z tego koguta.
    Zagra dosłownie wszystko,
    niestraszna mu żadna nuta.

  • Sosna

    Stała na Helu za wydmami
    prosta i piękna sosna.
    Igły zielone miała, zgrabne gałązki,
    przyjaciół sosnowych wielu,
    z reguły też była radosna.

    Tymczasem ciągle coś się działo,
    wiadomo – jak to na Helu.
    Szumiał Bałtyk, mewy skrzeczały,
    na półwyspie prawie zawsze wiało.

    Zwracały więc wszystkie sosny
    korony w kierunku zatoki,
    bo tam windsurferzy wyczyniali
    różne triki i skoki.

    Pływali też świetnie w ślizgu,
    zwłaszcza gdy wiatr dął mocno.
    Stały więc i szumiały z wrażenia,
    tak się ten sport podobał sosnom.

    Stała i nasza sosna,
    szumiała i wzdychała:
    „Ach, jak i ja bym chciała
    być jak windsurfingowa deska.

    Prułabym przez zatokę,
    pode mną woda niebieska,
    albo skakała przez fale
    niezbyt ciepłego Bałtyku,
    a nie tak stała jak kołek,
    to życie jest do kitu”.

    Stała i żałowała niezbyt radosna sosna,
    o smukłe deski z żaglami
    okropnie była zazdrosna.

    Szkoda mi było tej sosny,
    słuchać jej gorzkich westchnień,
    bo prawda to oczywista,
    i Wy też o tym wiecie,
    wiadomo – windsurfing…

    najfajniejszym sportem jest na świecie!

  • Mamy

    Dla Mamy od Marysi

    Mamy mamy jakie mamy,

    czasem ich nie doceniamy,

    czasem się z nimi nie dogadujemy,

    a czasem sami nie wiemy,

    czego chcemy

    albo co mamy.