Wróbelek

Mały, szary wróbelek
mieszkał w dzielnicy loftowej.
Nie wynikało to bynajmniej
z dziury budżetowej
w jego skromnym portfeliku.
Przestrzeni miał tu bez liku.

Mieszkanie było piękne,
w hali po starej fabryczce.
Dużo z cegły ścian, betonowych podłóg,
dla ozdoby kilka roślin w doniczce.

Był to wróbel wyjątkowy,
bo awangardowy.
Nie lubił podążać za tłumami,
nie latał nigdy utartymi szlakami.

Gdy więc loft swój wymarzony nabył,
na parapetówkę zaprosił znajome… żaby.
Bo wiedzcie – to nie ściema! –
żaby wśród zwierząt to największa bohema.

Na przyjęciu serwował głównie chińskie nudle,
bo to jest najpopularniejsza potrawa,
jeżeli chodzi o wróble.
Były to nudle z tofu,
na pewno nie z kurczakiem.
Przecież ptak, moi drodzy,
nie żywi się ptakiem.
(Chyba że sęp – lecz to inny przypadek.
Sęp nawet drugiego sępa z chęcią szczypnie w zadek).

Wracając do naszego wróbelka
– radość jego była wielka
w trakcie przyjęcia i po nim,
kiedy dostał kopertę – anonim,
a w niej… bon do sklepu kolonialnego,
by kupić do loftu coś niebanalnego.

Dlaczego kolonialnego?
Ano dlatego,
że kochał indyjskie meble i akcesoria.
Czy na wyposażenie wystarczyło mu pieniędzy?
Hm… to już zupełnie inna historia.