Autor: merrystefciakowalska

  • Żuk

    Żuk - Grządki Merry

    Do biedronki przyszedł żuk i powiada:
    „Poproszę marchewek
    – pięć średnich sztuk.

    Trzy średnie pietruszki do tego,
    jednego selera dorodnego,
    pora z pięknym zielonym pióropuszem,
    cebulkę ładną do tego wziąć muszę.
    Następnie proszę skrzydło z indyka…
    o tym czasem nie pamiętam,
    czasem mi to umyka.
    Do tego szponder bądź pręga wołowa,
    nie będzie potrzebna kostka rosołowa.

    To wszystko, dziękuję, moja kochana.
    Rosół wstawiam jutro z rana.
    Potem będzie trzy godziny pyrkał,
    aż zrobi się bardzo aromatyczny wywar.
    Bo dobry rosół taki sekret skrywa,
    że najpierw gotuje się długo mięso,
    następnie dodaje warzywa.
    Dla tych zaś, co nie mają wprawy,
    wskazówka – na początek
    dodaj do mięsa przyprawy:
    sól, ziele angielskie, liść laurowy,
    do tego w ziarenkach pieprz kolorowy.

    Na koniec podajesz z makaronem jajecznym,
    natką pietruszki bądź koprem
    i oto bajeczny…
    masz na obiad rosół,
    oprzeć się nie sposób”.

    Mlasnął żuk i na biedronkę spojrzał,
    lecz zachwytu nad rosołem
    w jej oczach nie dojrzał.

  • Foka

    Foka - Grządki Merry

    Dla wielu osób miasto Hel
    to wakacyjnych podróży cel.
    Poza fortyfikacjami
    i pięknymi wydmami
    zobacz koniecznie fokarium z fokami!

    Raz w tym fokarium mieszkała foka,
    której przypadkiem wpadła do oka
    malutka meszka…

    Najpierw w oku foki zabłyszczała łezka.
    Potem trzeć zaczęła foka oko,
    na początku leciutko,
    później z coraz większą mocą.
    Lecz bez skutku żadnego!
    I nic dziwnego!

    Pamiętaj, kolego,
    nigdy nie trzyj oka!
    Zupełnie to niemądre
    – tak jak nasza foka.

    Lecz na szczęście dla niej
    mieszkała w miejscu wyjątkowym
    – w uniwersyteckim
    ośrodku naukowym.

    Więc gdy tylko opiekunka
    zobaczyła, w jakim stanie jest foka,
    zaraz z apteczki przyniosła
    odpowiednie krople do oka.

    Krople zaaplikowała dwie,
    po nich foka lepiej czuje się.

    Uff… całe szczęście, bo fok w Bałtyku
    wcale nie jest dużo, drogi czytelniku.

  • Ślimak

    Ślimak - Grządki Merry

    Pełzł powoli ślimak poprzez morze liści
    i rozmyślał, jak marzenie swoje ziścić.


    Pragnął bowiem wyjechać do stolicy Francji,
    Paryża – centrum szyku, mody i elegancji.

    Myślał sobie:
    „Już ja to zrobię…Cóż…
    Nie powinno to być drogo…
    Wszak dom noszę zawsze z sobą.
    W nim jedzenie i ubrania,
    i odpada kwestia spania.
    Pozostaje zatem transport, no i…

    mam nieważny paszport.


    Hm… słów kilka szepnę dżdżownicy,
    ona często wraca z zagranicy”.

    Jak powiedział, tak i zrobił,
    i już siedzi u dżdżownicy.
    Ta uśmiecha się i mówi:
    „Mój ślimaku, wszak my… przemytnicy!
    Klan nasz cały doskonały
    świat przemierza wzdłuż i wszerz,
    nic się nie martw, 

    bo we Francji będziesz wnet.
    Zabierzemy Cię ze sobą
    i francuską ziemię już za tydzień
    deptał będziesz własną nogą”.

    Nie minęło siedem dni,
    ślimak tylko: „non!” i „oui!”.
    Taki z niego escargot,
    vivant à Paris!
    nie byle kto!

    Nie minęły dwa tygodnie,
    a już ślimak jak najmodniej
    jest ubrany i swobodnie
    po francusku konwersuje,
    na śniadanie croissant żuje.

    Pełny miesiąc szczęście trwało…
    gdy w deszczowy jeden dzień
    ślimakowi się zachciało 

    do petit bistro
    nagle zaczepia go obcy ktoś
    i powiada:

    „Mój ślimaku, pokaż rogi,
    dam ci sera na pierogi”.


    Ślimakowi z oka łza pociekła,
    wstał i z bistro już ucieka.

    Jak zaczął pełznąć tak,
    nie zatrzymał się, póki znak
    „Polska” nie pojawił się przy granicy.

    Myśli sobie:
    „Ech… choć trochę dzicy są moi krajanie,
    we Francji nie zostanę.
    Ach… choć w mym kraju trochę przaśnie,
    tu me serce bije właśnie”.

  • Meduza

    Meduza - wierszyk dla dzieci

    W błękitnym Oceanie Spokojnym,
    w wodach australijskich wybrzeży
    mieszka meduza, co trzy metry mierzy.
    Jak byta mata, to byta nieduża,
    ale urosta i teraz – sprawa prosta
    jest ogromna, po prostu bardzo duża.


    Meduza to stwór niezwykle ciekawy
    i choć nie pija herbaty ani kawy,
    to pije dużo wody, a raczej filtruje albo chłonie.
    Meduza jest pływającym jamochłonem.
    Jamochtonem osiadtym jest polip,
    lecz różnica między nimi,
    poza wyglądem, jest niewielka.
    I polip, i meduza mają parzydełka.


    W Bałtyku też żyje meduza,
    nazywa się chetbia i jest nieduża.
    Lacińska jej nazwa to Aurelia aurita.
    Ma kilka, kilkanaście centymetrów i kwita.
    Można ją spotkać latem na plaży,
    lecz bez radości się na niej smaży.

  • Kogut

    Kogut Henryk 
    z tego słynie,
    że pięknie grać umie
    na mandolinie.

    Na łebku ma grzebień
    śliczny i sterczący,
    przez to dla kokoszek
    jest wielce pociągający.

    Henryk daje koncert,
    kiedy w remizie zabawa.
    Zawsze bisuje dwa razy
    i na stojąco zbiera brawa.

    To jest dopiero orzeł
    z tego koguta.
    Zagra dosłownie wszystko,
    niestraszna mu żadna nuta.

  • Sosna

    Stała na Helu za wydmami
    prosta i piękna sosna.
    Igły zielone miała, zgrabne gałązki,
    przyjaciół sosnowych wielu,
    z reguły też była radosna.

    Tymczasem ciągle coś się działo,
    wiadomo – jak to na Helu.
    Szumiał Bałtyk, mewy skrzeczały,
    na półwyspie prawie zawsze wiało.

    Zwracały więc wszystkie sosny
    korony w kierunku zatoki,
    bo tam windsurferzy wyczyniali
    różne triki i skoki.

    Pływali też świetnie w ślizgu,
    zwłaszcza gdy wiatr dął mocno.
    Stały więc i szumiały z wrażenia,
    tak się ten sport podobał sosnom.

    Stała i nasza sosna,
    szumiała i wzdychała:
    „Ach, jak i ja bym chciała
    być jak windsurfingowa deska.

    Prułabym przez zatokę,
    pode mną woda niebieska,
    albo skakała przez fale
    niezbyt ciepłego Bałtyku,
    a nie tak stała jak kołek,
    to życie jest do kitu”.

    Stała i żałowała niezbyt radosna sosna,
    o smukłe deski z żaglami
    okropnie była zazdrosna.

    Szkoda mi było tej sosny,
    słuchać jej gorzkich westchnień,
    bo prawda to oczywista,
    i Wy też o tym wiecie,
    wiadomo – windsurfing…

    najfajniejszym sportem jest na świecie!

  • Mamy

    Dla Mamy od Marysi

    Mamy mamy jakie mamy,

    czasem ich nie doceniamy,

    czasem się z nimi nie dogadujemy,

    a czasem sami nie wiemy,

    czego chcemy

    albo co mamy.

  • Kałamarnica

    Czy słowo kałamarz pochodzi od kałamarnicy,
    zastanawiali się uczeni i dydaktycy.

    Czy do piór atrament uzyskać można z tego stwora,
    co pływa niestrudzenie w morskich przestworach?

    Czym zabarwić makaron na kolor głęboki granat?
    Wycisnąć z kałamarniczki atramentu gram?

    A czy wiecie, drogie dzieci, że kałamarnica
    z reguły jest spokojna, choć bywa też złośnica?

    Długości może mieć metrów nawet osiemnaście,
    a długich macek dziesięć – dokładnie tyle właśnie!

    Kiedy w filmie o piratach mamy scenę
    z gigantyczną ośmiornicą,
    wówczas wszyscy nazywają ją krakenem.

    Lecz wiedzcie, że to częsty błąd,

    kraken to kałamarnica! 

    Błąd ten pojawił się nie wiadomo skąd.

    Nie wiem jak Wy,
    ale ja się kałamarnicy obawiam, a nawet boję.
    Jak sobie o niej przypomnę,
    na ocean patrzę z niepokojem.

  • Limonka

    Zwracała twarz do słonka,
    rosnąc na krzaku, zielona limonka.
    I wzdychała…
    „Ach, i ja chcę być dojrzała,
    stać się piękna, żółta cała.
    Cytryna jest taka dorosła,
    rześka, kwaśna, ostra.
    Największemu twardzielowi z oczu łzy wyciśnie,
    kiedy jej kawałek w swoich zębach ściśnie.
    Ale mogę też być pomarańczowa
    jak mandarynka – słodka i filigranowa.
    Albo jak grejpfrut – żółta lub różowa,
    a nie taka zielona pospolicie…
    jejku… jakie ja mam nudne życie”.

    Mała to była i mało pewna siebie limona.
    I co z tego, że zielona…
    ale za to jaka w smaku wyszukana,
    niezwyczajna, oryginalna,
    no po prostu wysublimowana.

    Więcej wiary w siebie, limonko!
    W równym stopniu i na ciebie,
    i na cytrynę świeci słonko!

  • Żyrafa

    „Mamma mia!
    To dopiero piękna szyja!”,
    krzyknęła żyrafa z zachwytem,
    z zachwytu tupnęła kopytem.

    Spojrzały inne żyrafy.
    „Kto popełnia takie gafy?
    Krzyczeć i tupać w teatrze?!
    Gdzie ty się chowałaś?
    Na Sumatrze?”

    Zaległa niezręczna cisza,
    w ciszy nikt się nie porusza,
    mucha nawet nie bzyknie,
    żyrafa zawstydziła się okropnie.

    Po czym poczęła się tłumaczyć:

    „Ależ… ja się po prostu nie wstydzę
    chwalić to, co widzę.
    Sama mam dosyć krótką szyję,
    cierpię z tego powodu, ale jakoś żyję”.

    Inne żyrafy nadal patrzyły na nią wrogo,
    żyrafa zaczęła nerwowo ruszać nogą.
    Niestety pomoc znikąd nie przyszła,
    po cichu więc wstała i z teatru wyszła.